Obudziłam się dziś z rozrywającym bólem gardła (takim, że ciężko przełknąć nawet wodę), zwiększonym katarem i załzawionymi oczami. Ciało odmówiło mi posłuszeństwa i nie mam siły podnieść się z łóżka. Już wczoraj czułam się trochę źle, ale miałam nadzieję, że przez noc mi przejdzie. Nic bardziej mylnego. To rezultat mojej niedzielnej, nocnej eskapady, kiedy to stwierdziłam, że ubrana w letnie ciuszki mogę wracać z rynku do mieszkania piechotą. Efekt był też taki, że nawet po gorącej kąpieli moje ciało było lodowate. Dostałam za swoje. Akurat teraz, gdy za oknem jest piękna pogoda, leżę w łóżku z szyją owiniętą szalikiem, z kubkiem gorącej kawy i z totalnym brakiem energii życiowej. Najgorzej. Potrzebuję aktywności fizycznej, a tu nie mogę się ruszyć z łóżka... Już zaczynam czuć, że robią mi się odleżyny. Tak, angina najgorzej. Słyszę, jak za oknem śpiewają ptaki i krzyczą dzieci, a ja jestem przykuta do łóżka. Na domiar złego - jestem zupełnie sama. Nie ma w domu nikogo, kto by mi ugotował budyń i choć trochę zajął się moją osobą. Nie ma takiej osoby nawet poza tym domem. Czasami mam wątpliwości co do tego, że wybrałam życie jako singiel. Choć teraz to nawet o kota jest ciężko. W takich chwilach, jak ta, czuję się kompletnie bezradna. Co mi z mojej siły, którą mam na co dzień, skoro właśnie teraz ledwo toczę się do łazienki ? A może znowu jestem w błędzie ? Może jestem znacznie słabsza, niż mi się wydaję ? Czy łzy lecą z powodu mojej choroby fizycznej, czy może dzieje się to na podłożu psychicznym ? Ciężki temat. Dziękuję. Cześć.
Tuesday, April 01, 2014
Sunday, March 16, 2014
just another girl
Już nie piszę tak często... Wszystko zawsze sprowadza się na ten sam temat.
Piątkowy wieczór spędzony w gronie rodzinnym. Rodzice, siostra, "szwagier" i singiel JA. Co dwutygodniowe granie w karty i popijanie whiskey chyba zaczyna się już stawać tradycją. I szczerze lubię takie wieczory (pod warunkiem, że to co dwa tygodnie) mimo, iż na kolejny dzień zazwyczaj ma ochotę robić nic.
Od wczoraj pogoda nas nie rozpieszcza, a miałam nadzieję wyjść pobiegać... Ale w taką zawieruchę, to nawet mieliśmy wczoraj problem dotrzeć do sklepu oddalonego o 3 min. Wiosno! Nakurwiaj pełną parą!!
Moje dni zlewają się w jedną całość. Robię wszystko, by nie czuć bezużyteczności, a jednak mimo to, dość często dopadają mnie wieczory, a nawet całe dnie załamania nerwowego.
Zastanawiam się... Czy faktycznie potrzebujemy kogoś ? Szukanie kogoś na siłę tylko po to, aby mieć z kim spędzać wieczory jest działaniem wbrew sobie. No chyba, że rzeczywiście Ci szczęśliwi odnajdą swoje drugie połówki. Gdzieś tam na każdego czeka ta jedyna osoba. Nawet jeśli jest ona na drugim końcu świata, albo nawet jeśli macie się spotkać w kolejnym wcieleniu. Po zbyt wielu rozczarowaniach nie mam ochoty na randki. Tym bardziej, że od kilku lat w sercu tkwi wciąż jeden mężczyzna, który jest gdzieś tam, daleko... Zbyt daleko, by móc wziąć pierwszy lepszy pociąg i dotrzeć tam. Muszę walczyć o swoje marzenia i robić to, co kocham, a pewnego dnia spotkamy się gdzieś na rozstaju dróg.
Koniec rozmyślań na dziś, choć szczerze mogłabym jeszcze wiele napisać. Ale kto to czyta ? :)
Niedługo biegnę trenować - biegnę aż na dywan usytuowany za mną w moim pokoju.
Bye.
Saturday, February 15, 2014
sync
Nie pisałam dawno. Znowu. Może to ze względu na to, że moje życie niewiele się zmieniło ? Coś się skończyło, coś się zaczęło. Jestem zadowolona z jednego i z drugiego. Nie żałuję niczego. Patrzę teraz trochę na świat inaczej, żyję i robię coś dla siebie - nie dla kogoś. Co prawda, jak na razie każdy dzień wygląda dokładnie tak samo, ale wierzę, że w końcu i to się zmieni.
Wydawało mi się, że wiem, czego chcę. Poza jedną kwestią, do której mam pewność od wielu lat, cała reszta znów się porozsypywała na malutkie kawałki sprawiając mętlik w głowie... Nie mogę usiedzieć już w jednym miejscu, w tej monotonii. Od momentu, gdy pierwszy raz wyjechałam gdzieś daleko sama i miałam okazję zwiedzać wiele cudownych miejsc, pragnę tego coraz bardziej. Brakuje mi tej wolności. Tutaj duszę się w sobie... Rzucić wszystko i lecieć zwiedzać resztę świata! A co! To nie wydaje się jakimś odległym marzeniem, jednak na realizację tego planu, będę musiała jeszcze jakiś czas poczekać. Muszę spróbować na nowo poukładać myśli w jedną całość i dowiedzieć się, co sprawi, że znów poczuję prawdziwe szczęście.
We wtorek wrócił tata, przyjechali jeszcze Ryjek z Marcinem. Wszyscy zasiedliśmy do grania w karty i picia whiskey. Nie ma co! To był naprawdę fajny wieczór!!
Anyway, znowu obcięłam włosy. To chyba najkrótsza fryzura jaką kiedykolwiek miałam! *.* Sama się sobie dziwię, ale mimo to podoba mi się. Czasami chciałabym mieć znowu piękne długie włosy pas... Ale za chwilę sobie przypominam, jak wtedy wyglądałam i zaraz zmieniam zdanie ^_^
Uciekam czytać, a potem potrenować!
Saturday, January 25, 2014
confusion
Aloha!! Czy nie mówiłam, że mój pobyt w domu się przedłuży ? Na razie jeszcze trochę tutaj zostanę... Do Rzeszowa może wrócę początkiem lutego, albo jakoś tak. Szczerze, to mi tam nie śpieszno, bo nawet nie bardzo mam do czego wracać. No, może poza paroma ludzikami, ale tylko z tego powodu nie będę tam teraz jechać. Poza tym każdy ma swoje życie i swój świat, tak więc popędzę, żeby się z kimś zobaczyć, jak ta osoba będzie miała na to wystarczająco dużo czasu :)
Jestem trochę czyimś poirytowana zachowaniem. To już mnie nie smuci, nie martwi, jak na początku, tylko mocno denerwuje. Staram się jednak o tym nie myśleć. Ale jak do cholery można tak szybko zapomnieć o kimś ?! Nie wiem... W głowie mi się nie mieści, jak w ogóle można coś takiego robić. Naprawdę, nie żałuję niczego, co zrobiłam. Jednak żałuję tego, czego nie zrobiłam, bądź czego nie udało mi się zrobić... I to jest najgorsze. Mogłam być bardziej zdeterminowana i pewna siebie, a tymczasem co innego wtedy zawładnęło moimi myślami... Teraz znowu muszę czekać (i niestety nie jestem pewna, jak długo), żeby ponownie się tego podjąć. I tylko mam nadzieję, że kolejnej szansy nie zmarnuję.
Chronic overload. I'm a love fool.
Teraz się zabieram za jakieś sprzątanie, potem za ćwiczenia i obiad dla mamy. W między czasie pewnie będę czytać książkę, a wieczorem dokończę oglądać film.
Nie mogę się doczekać mojej nowej gitary, statywu i paru innych rzeczy związanych z muzyką!! Przydałoby mi się sprzedać najpierw moją starą gitarę, choć będzie mi jej trochę żal. Ale myślę, że brzmienie nowej gitary mi wszystko wynagrodzi!
Uciekam!! Bye bye!!
______________________________________________________________________________________________________________
翔くん、お誕生日おめでとう!!
君はもっともっと櫻井くん!
Tuesday, January 14, 2014
bittersweet
Witam ponownie po dwóch tygodniach. Nowy Rok spędziłam pod hasłem forever alone w domku w Rzeszowie. Mimo wszystko jestem zadowolona, że nigdzie nie imprezowałam. Na drugi dzień poszłam pobiegać :) Żałuję tylko, że ja siedziałam w swoim domu, a Iwona sama w swoim, nic o tym nie wiedząc... Tak, to przynajmniej siedziałybyśmy razem. Poszłam na chwilę na rynek popatrzyć na fajerwerki i odliczać do północy. Trafiłam przy okazji na koncert Hey i paru znajomych. Nagrałam filmik. Tak to się prezentowało:
Nowy Rok rozpoczął się dla mnie bez kaca i sportowo :) I mam nadzieję, że tak zostanie przez cały rok. Mam jeszcze w planach inne rzeczy, które już zaczęłam realizować i niedługo ujrzą światło dzienne. Szczerze, to nie mogę się doczekać!!
Co poza tym ? Przyjechałam do domu w sobotę na parę dni. Miałam zostać do jutra, ale podejrzewam, że mój pobyt tutaj się przedłuży... Przynajmniej tutaj zasypiam bez problemu i nie męczy mnie bezsenność. A w Rzeszowie ? Nie dość, że przez pół nocy kręcę się z boku na bok, to nawet nie ma z kim normalnie porozmawiać... Ryjka nie ma, jest na obozie zimowym. Tak więc zostanę sobie jeszcze tutaj...
W przyszłym miesiącu planuję jakiś samotny trip w góry. No, chyba, że Iwonka da się namówić :) Myślę, że bardzo dobrze mi może zrobić taki wypad... Tym bardziej, że kocham góry.
Ostatnio zrobiłam kilka zdjęć na rynku w Rzeszowie. Chciałam uwiecznić jeszcze świąteczne światełka.
Zostawiam was ze zdjęciami i uciekam ćwiczyć!
Subscribe to:
Posts (Atom)













