To od samego początku było chore i nadal jest, a ja nie potrafię się z tego wyleczyć. A może nie chcę ? Prawda jest taka, że chciałam temu podporządkować całe swoje życie. W każdej chwili mogłabym to zrobić. W każdej chwili bym tego chciała. Tak samo jak w jednej chwili potrafisz doprowadzić mnie do nieziemskiej pasji i niepohamowanej chęci rzucenia Ci się w ramiona. Ale gdzie w tym wszystkim logika ?! Nie potrafię z tego zrezygnować, choć to mi podpowiada rozsądek... Być może zdążyłam już tym za bardzo przesiąknąć ? Zdaję sobie sprawę, że w tej chwili nie ma to najmniejszego sensu. Mimo, że na początku wydawało mi się zupełnie inaczej... Nie, nie chcę tak łatwo się poddawać. Chcę to doprowadzić do końca, chcę poznać prawdę mimo tego, że boję się jej bólu. Chcę, żeby to miało inne zakończenie, niż w 99% moich innych przypadków... Im bardziej tego chcę, tym bardziej dociera do mnie, że strach jest silniejszy, a szanse ku temu zmniejszają się z dnia na dzień.
Tuesday, July 29, 2014
Monday, July 14, 2014
gravity
Ostatnie dni były naprawdę przytłaczające brakiem snu, przybijające zaistniałą sytuacją, w którą do tej pory nie może do mnie dotrzeć. Będzie musiało minąć sporo czasu, zanim przyjmę to do wiadomości tak do końca...
Za oknem burza. Nie potrafię się dziś ruszyć z łóżka dalej niż do toalety. Nie mogę jeść, nie mogę racjonalnie myśleć i normalnie funkcjonować... Nie jestem pewna, co się ze mną dzieje... Ale jeśli tak ma być cały czas, to ja nie chcę. Nie chcę!! Nie chcę!! W głowie mam mętlik. Chyba... Chyba tak naprawdę nigdy nie czułam tego, co teraz. I zamiast latać kilka metrów nad ziemią ze szczęścia, uczucie to sprawia, że niedługo będę musiała udać się do psychiatry... Wykańczam się na własne życzenie.
Dziękuję. Cześć.
Monday, June 30, 2014
right now. jar of heart.
Jestem naprawdę poirytowana zaistniałą sytuacją. Nie wiem, czy to przykre, czy śmieszne, że nie potrafi się komuś powiedzieć prawdy prosto w oczy, tylko ją omija w każdy możliwy sposób. W sumie... To jest raczej smutne, bo ludzie z którymi kiedyś się dzieliło wszystkie swoje radości i troski, prawie z dnia na dzień mają Cię za nic. Nie chcę się tym nawet przejmować, czy nad tym głębiej zastanawiać, ale na myśl o tym czuć jakiś żal w sercu.
Tydzień temu 24-go czerwca obchodziłam swoje 24 urodziny... Jedno życzenie, w które uparcie chcę wierzyć. Wdzięczna jestem za wszystkie życzenia - te szczere i te nieszczere też. Jednak te, na które czekałam najbardziej po prostu do mnie nie dotarły... Nie wiem, ale może liczę na zbyt wiele. Wciąż siedzi w mojej głowie jeden dzień, wciąż myślami wracam do spojrzeń i kilku chwil. To chore. Wiem, że nikt tego nie popiera, że jestem w stanie poświęcić zbyt wiele...
W tej chwili jestem zmuszona zmienić wszystko. I tylko nie wiem, jaką podjąć najbardziej słuszną decyzję... Nie wiem, czego tak naprawdę jestem w stanie dokonać w tak krótkim czasie. Nie wiem, czy potrafię to wszystko zmienić...
Sunday, June 22, 2014
Milano!
Ostatnio wraz z moim Allem spędziłyśmy 3 wspaniałe dni w Mediolanie we Włoszech. Piękne miasto! Cudownie było się oderwać od wszystkiego tutaj i znaleźć w zupełnie innym miejscu. Oczywiście mamy setki zdjęć. Wstawię na początek tylko kilka z nich...
Ogólnie chyba, tak całkiem będę musiała się znaleźć w innym miejscu. Po części z mojej winy, jednak nie do końca jestem temu winna. Trudno. Zrobię to, co będę musiała. Nie żałuję niczego, bo nic złego nie zrobiłam...
Jeśli dziś nie odbędzie się to, co było planowane, to będę w strasznym, ale to strasznym humorze... I to na długo. Chyba brakuje mi słów, by wyrazić to wszystko...
Wednesday, June 11, 2014
same mistakes
Czas szybko leci, a ja ledwo co się zorientowałam, że jest właśnie mój miesiąc. W sobotę w nocy wyruszamy z moim Allem do Krakowa, a stamtąd na lotnisko i fruniemy na 3 dni do Mediolanu :) Przyda mi się takie zupełne wyrwanie z tutejszej rzeczywistości i z tego, co się dzieje... Może wrócę z nową, lepszą energią. Nie mówię, że teraz jest bardzo tragiczna, ale przydałoby się ją jednak odświeżyć. Mam nadzieję, że dobrze wykorzystamy ten czas :)
Jeśli chodzi o zmiany, to są, ale niewielkie. Powoli, bardzo powoli - do przodu. W końcu jest ktoś, kto mnie budzi z samego rana... Taki mały, wredny, czarny diabeł, a właściwie to diablica. Mała kicia Luna. Nowy członek rodziny. Ostatnio zadziwiam sama siebie. Patrzę na większość rzeczy bardzo pozytywnie. Chociaż niestety nie obywa się też bez tych przykrych aspektów. Ale staram się traktować niektóre z przymrużeniem oka... Nie wolno wierzyć we wszystko, co ktoś mówi. Mimo dobrych chęci tej osoby.
Wracając dzisiaj o 3 nad ranem do domu dotarło do mnie, że zawsze muszę zrobić z siebie skończonego głupca. Mogłam jednak zrobić z siebie jeszcze większego głupca, ale na szczęście mam jakąś wewnętrzną blokadę, która mnie przed tym powstrzymała. Proszę, niech mnie ktoś zabije, albo chociaż czasami przywali mi porządnie w ten łeb.
Nie napiszę czyjego pięknego głosu teraz słucham, bo rodzina by mnie zamordowała. Tylko my z moją Usagi pojmujemy te chore fazy.
Koniec. Dziękuję. Do widzenia.
Subscribe to:
Posts (Atom)













